Czwartkowe obchody miesięcznicy smoleńskiej w Warszawie przebiegły w bardzo napiętej atmosferze.
Na placu Piłsudskiego doszło do okrzyków, przepychanek i interwencji policji.
Z relacji mediów oraz nagrań z uroczystości wynika, że przemówienie Jarosława Kaczyńskiego próbowano zagłuszyć.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości odpowiedział ostrymi słowami pod adresem kontrmanifestantów oraz obozu rządzącego.
Do zajść doszło w czwartek, 10 września, na placu Piłsudskiego w Warszawie.
To właśnie tam co miesiąc odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej z 2010 roku.
Podczas obchodów przeciwnicy PiS skandowali między innymi „kłamca, kłamca”.
Włączano również głośne syreny, które miały zagłuszyć wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego.
Między uczestnikami uroczystości a kontrmanifestantami wielokrotnie dochodziło do wymiany zdań.
Sytuacja była na tyle napięta, że interweniować musieli policjanci.
Funkcjonariusze rozdzielali zwaśnione strony i zabezpieczali przebieg obchodów.
Jarosław Kaczyński uznał zachowanie protestujących za bezprawne zakłócanie uroczystości.
Przyznał, że przeciwnicy mogą już tylko nosić transparenty.
Dodał jednak, że nie mogą już znieważać pomnika ofiar katastrofy ani pomnika prezydenta.
Mimo tego bardzo ostro ocenił ich postawę.
Prezes PiS mówił o „niebywałym braku kultury”, który określił prostszym słowem jako chamstwo.
Następnie użył określenia „putinada”.
W jego ocenie zachowanie kontrmanifestantów miało wykraczać poza zwykły polityczny protest.
Kaczyński zasugerował również możliwe związki protestujących z rosyjską agenturą.
Stwierdził, że jeśli polskie państwo zdecyduje się kiedyś na walkę z rosyjskimi wpływami, to dotrze także do tej grupy i jej przywódcy.
Wyraził nadzieję, że wobec tych osób zapadną wyroki sądowe oznaczające wiele lat pozbawienia wolności.
Zapowiedział też dążenie do ustalenia, kto finansuje osoby zakłócające obchody miesięcznicy.
W dalszej części wystąpienia prezes PiS połączył zachowanie demonstrantów z szerszą sytuacją polityczną.
Jego zdaniem okrzyki i protesty są elementem taktyki obozu władzy.
Kaczyński mówił, że wrzaski i opowieści kontrmanifestantów są echem obrony Donalda Tuska i jego ludzi przed oskarżeniami o nową wielką aferę.
Porównał tę sprawę do Amber Gold i zasugerował, że może być nawet większa.
Wypowiedź była najprawdopodobniej nawiązaniem do sprawy upadłej giełdy Zondacrypto.
Lider PiS zarzucił rządzącym, że ich działania opierają się na dezinformacji.
Mówił o kłamstwie i przykrywaniu jednego kłamstwa kolejnym.
Podkreślił, że Polska nie może w ten sposób wyglądać.
Według niego w przeciwnym razie los kraju może być „naprawdę straszny”.
Kaczyński zapowiedział, że celem jego środowiska jest odwrócenie tej sytuacji.
Wyraził również nadzieję na odsunięcie obecnej koalicji od władzy.
Po przemówieniu prezes PiS rozmawiał jeszcze z dziennikarzami.
Pytany o sprawę Zondacrypto i reakcje polityków rządzącej większości, użył kolejnego ostrego porównania.
Stwierdził, że działa tu zasada „złodziej krzyczy: łapać złodzieja”.
Dodał, że jest to metoda z „kryminalnego przedmieścia”.
W tym samym czasie na placu Piłsudskiego nadal pracowały służby porządkowe.
Policyjny kordon uniemożliwił zablokowanie uroczystości.
Nie zapobiegło to jednak przepychankom między zwolennikami i przeciwnikami PiS.
Według relacji z miejsca kilku uczestników miało upaść podczas zamieszania.
Funkcjonariusze musieli wielokrotnie interweniować i rozdzielać zwaśnione strony.
Sytuacja uspokoiła się dopiero wtedy, gdy oficjalne delegacje opuściły plac.
Comiesięczne uroczystości na placu Piłsudskiego odbywają się w związku z katastrofą smoleńską z 10 kwietnia 2010 roku.
W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło 96 osób.
Wśród ofiar byli prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria Kaczyńska.
Oficjalne badania jako przyczyny tragedii wskazywały między innymi błędy oraz złe warunki pogodowe.
Środowisko Prawa i Sprawiedliwości przez lata podtrzymywało jednak tezę o zamachu z udziałem Rosji.
Jarosław Kaczyński wprost mówił o tej tezie w 2022 roku.
Spór wokół katastrofy smoleńskiej od lat dzieli polską scenę polityczną.
Czwartkowe zajścia na placu Piłsudskiego pokazały, że emocje związane z miesięcznicami nadal są bardzo silne.
Tym razem uroczystości zostały zakłócone okrzykami, syrenami i przepychankami, a Jarosław Kaczyński odpowiedział na nie jednymi z ostrzejszych słów ostatnich tygodni.