DIESEL NA STACJACH CORAZ BLIŻEJ 8 ZŁ. CENY ROPY NADAL IDĄ W GÓRĘ

Kierowcy znów patrzą na pylony z rosnącym niepokojem

Jeszcze niedawno wielu kierowców miało nadzieję, że temat drogich paliw trochę odpuści. Tymczasem sytuacja znów robi się nerwowa.

Na części stacji w Polsce diesel zbliża się już do 8 zł za litr, a benzyna coraz częściej ociera się o 7 zł. To nie jest już tylko straszenie nagłówkami.

Średnia krajowa dla oleju napędowego wyniosła 6,40 zł za litr, a dla benzyny 95 – 5,99 zł, ale prognozy na kolejny tydzień są wyraźnie wyższe: e-petrol przewiduje dla diesla 7,12–7,29 zł, a dla Pb95 6,15–6,30 zł.

I właśnie to najbardziej boli zwykłych ludzi. Bo kiedy paliwo rośnie o kilkadziesiąt groszy na litrze, niby brzmi to niewinnie, ale przy pełnym baku różnica robi się bardzo odczuwalna. Kto codziennie dojeżdża do pracy, wozi dzieci, jeździ busem albo prowadzi firmę, ten wie, że takie podwyżki błyskawicznie odbijają się na portfelu.

Główny powód jest jeden: ropa mocno drożeje przez napięcia na Bliskim Wschodzie

Za wzrostami cen paliw stoi przede wszystkim droższa ropa. W ostatnich dniach notowania Brent i WTI poszły mocno w górę przez eskalację konfliktu z Iranem i poważne zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz, czyli jednego z kluczowych szlaków dla światowego handlu ropą. Reuters podał, że Brent wzrósł do około 93,60 dolara za baryłkę, a WTI do 91,62 dolara, a część analityków ostrzega, że przy dalszym pogorszeniu sytuacji Brent może dojść nawet do 120 dolarów.

To działa trochę jak z dostawą towaru do sklepu. Jeśli nagle robi się problem na głównej trasie, to wszystko po drodze zaczyna kosztować więcej. W przypadku paliw ten mechanizm jest brutalnie prosty. Droższa ropa oznacza droższy hurt, a potem droższy słupek na stacji.

Diesel drożeje szybciej i to nie jest przypadek

Najmocniej odczuwają to kierowcy diesli. To właśnie olej napędowy jest dziś pod największą presją. Wynika to nie tylko z samego wzrostu cen ropy, ale też z obaw o dostawy paliw gotowych i produktów rafineryjnych z regionu Bliskiego Wschodu. Reuters zwraca uwagę, że przy zaburzeniach przepływu surowca szczególnie mocno reagują także ceny produktów rafinowanych, a więc właśnie tego, co finalnie trafia do baków.

W praktyce oznacza to tyle, że właściciel samochodu z silnikiem Diesla może dziś zapłacić za tankowanie zauważalnie więcej niż jeszcze tydzień temu. A jeśli ktoś jeździ większym autem, dostawczakiem albo SUV-em, to każdy wyjazd zaczyna się robić po prostu drogi.

Czy może być jeszcze gorzej? Niestety tak

Największy problem jest taki, że rynek nadal nie widzi szybkiego końca napięć. Owszem, Stany Zjednoczone zapowiadają możliwość eskortowania tankowców przez Cieśninę Ormuz i oferują wsparcie ubezpieczeniowe dla transportu, ale inwestorzy na razie nie uznali tego za pełne uspokojenie sytuacji. Reuters informował, że mimo tych deklaracji ceny ropy nadal rosły, bo rynek bardziej patrzy na realne zakłócenia dostaw niż na same polityczne zapowiedzi.

I to jest dziś najważniejsza wiadomość dla kierowców w Polsce. Jeśli konflikt będzie się przeciągał, paliwo może dalej drożeć. A wtedy podwyżki zobaczymy nie tylko na stacjach, ale też w cenach żywności, usług i transportu. Bo drogie paliwo prawie nigdy nie kończy się tylko na samym tankowaniu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *