KRYSTYNA JANDA SZCZERZE O DOMU: „NIE ZMYWAM, NIE PIORĘ, NIE SPRZĄTAM”. ZASKAKUJĄCE WYZNANIE AKTORKI

Normalnie kobiety mają strasznie dużo na głowie”

Są takie wyznania, które jednych oburzają, innych rozśmieszają, a jeszcze innych po prostu zmuszają do myślenia.

Krystyna Janda powiedziała wprost, że w domu praktycznie niczego nie robi. Nie zmywa, nie pierze, nie sprząta, nie gotuje.

I dodała coś, co wybrzmiało jeszcze mocniej niż sama lista obowiązków: że ona sobie w ogóle nie wyobraża, jak kobiety to wszystko dźwigają na co dzień.

W internecie takie słowa działają jak iskra. Bo od razu pojawia się pytanie: „jak to, to kto robi?”, „czy to wypada?”, „czy to przywilej?”. I odpowiedź jest dość prosta, choć wielu osobom może się nie spodobać: tak, to jest przywilej. Sama aktorka zresztą nazywa to wprost i nie udaje, że jest inaczej.

Praca, która pożera dzień, i decyzja, by nie dokładać sobie więcej

Janda od lat nie jest tylko aktorką. Jest też szefową dwóch warszawskich scen: Teatru Polonia i Och-Teatru. Zarządzanie teatrem to nie jest „fajna praca artystyczna”, tylko tysiąc decyzji dziennie, dokumenty, podpisy, sprawy pilne, planowanie, nerwy, budżety, ludzie. Ona sama mówi, że stara się już nie pracować po 12 godzin dziennie, ale wciąż ma co robić. Do tego dochodzą scenariusze, czytanie, przygotowania, ciągłe myślenie o repertuarze.

I w tym kontekście decyzja o ograniczeniu obowiązków domowych brzmi jak czysta strategia. Nie heroizm, nie lenistwo, tylko wybór: skoro mam intensywną pracę, to nie będę udawała, że wieczorem jeszcze zrobię pranie, obiad i ogarnę cały dom. Wspomina, że korzysta z pomocy gosposi i nie robi z tego tajemnicy.

Znam osoby, które też doszły do podobnego wniosku, tylko w mniejszej skali. Ktoś pracuje na dwa etaty i zamiast udowadniać światu, że „da radę wszystko”, płaci za sprzątanie raz na dwa tygodnie. Nagle w domu jest spokój, w głowie mniej napięcia, a weekend nie znika w biegu z mopem. To nie zawsze kwestia fanaberii, czasem po prostu ratowanie własnej energii.

Dzieci, wnuki i „babcia na telefon”

Ciekawy jest też wątek rodzinny. Krystyna Janda mówi o sobie jako o „babci na telefon” — jest wtedy, kiedy trzeba coś załatwić, doradzić, pomóc, ale nie robi dramatu, że wnuki mają swoje życie. W jej opowieści nie ma żalu, raczej zgoda na to, że każdy ma swój rytm.

I jest jeszcze smaczek: synowie podobno traktują ją jak osobę „odrobinę niezborną”, trochę jak dziecko, które trzeba pilnować, żeby nie dźwigało walizek i nie biegało samo do weterynarza z psem. Brzmi jak rodzinne droczenie się, ale też pokazuje, że w wielu domach role potrafią się odwrócić. Dzieci zaczynają chronić rodziców, nawet jeśli ci rodzice są silni i niezależni.

Jej podejście do Kościoła: dystans i myślenie po swojemu

Drugi temat, który wywołał emocje, to jej stosunek do Kościoła katolickiego. Janda mówi o dystansie do instytucji, przyznaje, że rozważa apostazję i że nie chce być częścią „Kościoła instytucjonalnego”. Jednocześnie podkreśla, że sprawa wiary może pozostać prywatna, a relacja z Bogiem nie musi iść w parze z akceptacją wszystkiego, co robią ludzie w instytucji.

To podejście wielu osobom jest bliskie: „wierzę po swojemu, ale mam dość ortodoksji”. Ona sama mówi, że nienawidzi ortodoksji w żadnej sprawie i że chodzi na nabożeństwa do kościoła ewangelickiego, bo je lubi.

Co z tego wynika dla zwykłego człowieka?

Ta historia nie jest tylko o tym, że ktoś nie sprząta. To jest opowieść o wyborach, granicach i o tym, że życie może wyglądać inaczej niż standardowy scenariusz „kobieta ogarnia wszystko”. Janda mówi wprost: ma życie uprzywilejowane i zawdzięcza je swojej pracy. Można się z tym zgadzać albo nie, ale trudno odmówić jej jednego — szczerości.

A jeśli miałbym wyciągnąć z tego praktyczną myśl, to taką: warto uczciwie policzyć, co zabiera nam energię, a co daje spokój. Czasem nie da się zatrudnić pomocy domowej. Ale da się ustalić w domu proste zasady, podzielić obowiązki, nie brać wszystkiego na siebie i przestać udawać, że „jakoś to będzie”. Bo najczęściej „jakoś” oznacza kosztem kogoś. Zwykle tej osoby, która i tak ma najwięcej na głowie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *