Tragedia podczas policyjnej interwencji. Nie żyje Polak, dzieci wszystko słyszały

Do wstrząsających scen doszło w Palmie na Majorce, gdzie rutynowa interwencja policji zakończyła się śmiercią 47-letniego Polaka.

Jak podają hiszpańskie serwisy informacyjne, w dramatycznych wydarzeniach uczestniczyły dzieci, które stały się świadkami rodzinnego koszmaru.

Służby wyjaśniają teraz, co doprowadziło do nagłego zgonu mężczyzny w jego własnym domu.

Nocny koszmar w dzielnicy Coll d’en Rabassa
Użycie paralizatora i tragiczny finał akcji
Podejrzenia dotyczące stanu zdrowia ofiary
Grupa do spraw zabójstw bada okoliczności
Nocny koszmar w dzielnicy Coll d’en Rabassa
Dramat rozegrał się nad ranem, około godziny 4:15, w jednej z kamienic w dzielnicy Coll d’en Rabassa. Służby zaalarmowano o agresywnym mężczyźnie, który w przypływie szału demolował wyposażenie mieszkania i stwarzał zagrożenie. Wewnątrz przebywała trójka małoletnich dzieci w wieku 3, 7 i 11 lat, podczas gdy ich matka znajdowała się w Niemczech. 

Na szczęście zareagowała czujna sąsiadka, która słysząc niepokojące hałasy, wyprowadziła przestraszone rodzeństwo do swojego lokalu. Zapewniła im bezpieczne schronienie, zanim sytuacja przybrała tragiczny obrót. Policja zastała na miejscu potężnego, ważącego około 140 kg napastnika, który nie reagował na polecenia.

Użycie paralizatora i tragiczny finał akcji
Kiedy funkcjonariusze hiszpańskiej Policji Narodowej wkroczyli do akcji, zastali Polaka w stanie silnego pobudzenia. Mężczyzna stawiał zaciekły opór, rzucał przedmiotami i w pewnym momencie próbował bezpośrednio zaatakować interweniujących mundurowych. Ze względu na jego agresję oraz dużą masę ciała, policjanci zdecydowali się na użycie paralizatora elektrycznego, aby obezwładnić napastnika. Niestety, niemal natychmiast po wyładowaniu 47-latek stracił przytomność, a jego serce przestało bić. 

Mimo błyskawicznie podjętej reanimacji, prowadzonej najpierw przez samych policjantów, a później przez zespół medyczny, życia mężczyzny nie udało się uratować. Lekarze stwierdzili zgon bezpośrednio na miejscu tragicznego zdarzenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *