Iluzja prysła w chwili, gdy weszła na plan. Żadnego blasku. Żadnego blasku czerwonego dywanu. Tylko kobieta na krawędzi, rozpadająca się w upale Oklahomy. Julia Roberts nie tylko zagrała Barbarę Weston – ona dla niej krwawiła. Dok. Ciało. Małżeństwo w ruinie. Śmiech między ujęciami nie mógł ukryć… Ciąg dalszy…
W filmie „Sierpień w hrabstwie Osage” Julia Roberts rozmontowała wszystko, co widzowie myśleli, że o niej wiedzą.
Zniknęła świetlista bohaterka komedii romantycznej; jej miejsce zajęła Barbara Weston, krucha i wyczerpana, kurczowo trzymająca się kontroli, podczas gdy jej rodzina rozpada się w proch.
Kręcąc film w Bartlesville w Oklahomie, ukryła swoją urodę pod luźnymi dżinsami, kremowymi koszulami i nieuczesanymi włosami, pozwalając, by smutek bohaterki był wyraźnie widoczny na jej twarzy. Transformacja nie była kosmetyczna, lecz duchowa i najdobitniej ukazała się na nabrzeżu, gdzie Barbara zmuszona jest stawić czoła śmierci i negacji jednocześnie.
Naprzeciwko zdystansowanego, zranionego Billa, granego przez Ewana McGregora, Roberts odgrywa scenę z cichym załamaniem: bez teatralności, jedynie powolne, nieznośne pękanie kobiety, która nie może już udawać. Między ujęciami ona i Julianne Nicholson dzieliły się swobodnym śmiechem, kruchym antidotum na brutalność historii. Ten kontrast – radość poza kamerą, spustoszenie na ekranie – sprawia, że rola Roberts jest niezapomniana.