Bulimia pozostaje tematem tabu dla wielu osób. Przeczytaj historię Sophie, która po latach stosowania diet odkryła, że na nią cierpi.
„Odkąd pamiętam, miałam problem z wagą. Miałam zaledwie 10 lat, gdy lekarz rodzinny zaczął mi mówić, żebym uważała na to, co jem. Potem nastąpiły lata diet, każda bardziej absurdalna od poprzedniej. Chyba śmiało można powiedzieć, że próbowałam wszystkiego!
Urodziłam się w latach 80., więc moja młodość przypadła na okres boomu na obsesję na punkcie szczupłej sylwetki. Wraz z panowaniem supermodelek lat 90. odchudzanie stało się modnym tematem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Każdy rok przynosił nową modę: koktajle proteinowe, dieta Dukana, kapuśniak , monodiety, przerywany post… Wiedziałam, jak schudnąć, ale szybko wracałam do poprzedniej wagi. W tamtych czasach rzadko mówiło się o zaburzeniach odżywiania; temat ograniczał się do poważnej anoreksji.”
„Chociaż zbudowałam swoją tożsamość wokół słowa „dieta”, tutaj zostałam zmuszona do przyjęcia określenia „przywrócenie równowagi żywieniowej”.
W wieku 30 lat miałam wysokie BMI , co plasowało mnie w kategorii otyłości umiarkowanej do ciężkiej. Chyba wtedy po raz pierwszy zetknęłam się ze słowem „otyłość” w odniesieniu do siebie, ale minęło jeszcze 10 lat, zanim to do mnie dotarło. Dziesięć lat i zmiana w społeczeństwie, w sposobie, w jaki media relacjonowały temat nadwagi. Chociaż zbudowałam swoją tożsamość wokół słowa „dieta”, około 30. roku życia zostałam zmuszona do przyjęcia koncepcji „ równoważenia odżywiania ”. Choć wydawało się to zdrowsze, obietnica utraty wagi była skromniejsza. Przyzwyczajona do szybkiej i znaczącej utraty wagi , miałam trudności z adaptacją. Od 20. do 40. roku życia prawie co roku przechodziłam od „chudnięcia 15 kilogramów” do „przytycia 20 kilogramów”. Z perspektywy czasu to straszne. Aż pewnego dnia, po dwóch ciążach, po prostu nie mogłam „wrócić na właściwe tory”. Poszłam do psychologa.
Błędne koło poczucia winy i utraty pewności siebie
Wyjaśniłam jej swój problem. Najwyraźniej odchudzanie było dla mnie łatwe, dopóki nie zaczęłam znowu tyć. W tym momencie wpadałam w błędne koło poczucia winy i utraty pewności siebie, jadłam dużo i źle. Zajadałam swoje emocje. Stopniowo wszystko wracało: cała waga, całe poczucie nieszczęścia, a ważyłam jeszcze więcej niż wcześniej. Właśnie to powiedziałam psychologowi, u którego byłam. Powiedziałam jej: „Potrzebuję pani pomocy, żeby uniknąć ponownego przytycia, kiedy następnym razem przejdę na dietę”.
„Wszystko wracało: cała waga, całe nieszczęście”.
Kiedy wspomniała o dietetyczce, powiedziałam, że nie: „Wiem dokładnie, co robić, żeby schudnąć, ale z jakiegoś powodu, którego nie potrafię wyjaśnić, w pewnym momencie zachowuje się jak szybkowar, gwiżdże i gwiżdże… i wybucha! Znowu zaczynam jeść i tyć, jednocześnie przytłaczając mnie negatywnymi myślami ”.
Jeszcze o tym nie wiedziałam, ale to był punkt wyjścia do ogromnej pracy nad sobą, która szybko uświadomiła mi, że nie jestem osobą o słabej woli ani skazaną na tycie. Po prostu miałam problem, a mój problem nazywał się bulimia.
„Nie byłam osobą pozbawioną silnej woli, miałam problem, a ten problem nazywał się bulimią”.
Ludzie często mówią o bulimii, mając na myśli osoby, które jedzą do wymiotów, a potem to robią. Ale jest słowo określające osoby takie jak ja – zaburzenie objadania się z napadami objadania się. Nigdy wcześniej go nie słyszałam. „I co z tego? Co za różnica, że o tym wiem?” – zapytała moja mama, podkreślając wagę szybkiej utraty wagi dla mojego zdrowia. Dla mnie to zmieniło wszystko. To nie była całkowicie moja wina. Zajęło mi to bardzo dużo czasu, oczywiście! Najpierw musiałam zaakceptować, że jestem otyła, a potem zaakceptować, że mam bulimię , bo o takich rzeczach niełatwo rozmawiać. Nikt nie patrzy ci w oczy i nie mówi: „Jesteś otyły” albo „Nie miałbyś przypadkiem bulimii, prawda?”. Jednak definiujemy się głównie przez pryzmat innych, a sposób, w jaki inni na mnie patrzyli, często przekazywał ten sam komunikat: odrobiną silnej woli i wysiłku mogłabym to naprawić.
„Kiedy zaczynamy zdawać sobie sprawę z przyczyn, rozpoczyna się proces uzdrawiania”.
Zaczęłam współpracę z psychologiem, aby zrozumieć, co prowadziło mnie do tego typu zachowań. Odkryłam na nowo swoją nadwrażliwość . Udało nam się ją przeanalizować krok po kroku, aby zrozumieć, dlaczego jadłam, jakie emocje pochłaniałam i dlaczego niektóre pokarmy dawały mi ekstremalne ukojenie. Jak w przypadku każdego uzależnienia, często jesteś bardzo samotny ze swoim problemem. Epizody objadania się często pojawiają się, gdy jesteś sam i chociaż myślisz, że jesz dla pocieszenia, w rzeczywistości pogłębiasz swoją depresję.
Zagłębiliśmy się w temat, aby dowiedzieć się, które emocje chciałam stłumić, i zamiast tego pracowaliśmy nad ich wydobyciem z siebie i nauką konfrontacji z pewnymi lękami. I oto: miałam zaburzenia odżywiania i udało mi się je pokonać, a to zmieniło wszystko. Kiedy zaczynasz być świadomy tego, co jesz i co czujesz, rozpoczyna się proces uzdrawiania. To jest prawdziwa zaleta praktyki zwanej „uważnym jedzeniem” i polecam ją każdemu, kto stoi przed tym samym dylematem, co ja.