Policyjny pies nadal szczekał na drzewo. To, co znaleziono na drzewie, wstrząsnęło wszystkimi. Gęsta, późnojesienna mgła spowijała las niedaleko miasteczka, gdy policja odgrodziła teren.
Dziesięcioletni chłopiec zaginął poprzedniego wieczoru i liczyła się każda minuta. Do akcji włączono Rexa – doświadczonego psa tropiącego, który pomógł już w wielu sprawach.
Rex nagle zboczył ze ścieżki i pobiegł w stronę ogromnego, starego dębu. Zatrzymał się pod nim i zaczął uporczywie, nerwowo szczekać. Funkcjonariusze początkowo sądzili, że to wiewiórka albo inne zwierzę.
– Sprawdźcie okolicę! – polecił porucznik Kowalczyk. Jednak Rex nie ruszał się z miejsca. Krążył przy pniu, węszył, po czym znów spojrzał w górę i zaszczekał rozpaczliwie. Jeden z policjantów poświecił latarką między gałęzie.
Najpierw nie było widać nic poza żółknącymi liśćmi i grubymi konarami. Po chwili dostrzegli coś nietypowego – ciemny fragment materiału zaczepiony o wyższą gałąź.
– To… kurtka? – zapytał ktoś z niedowierzaniem. Wezwano strażaków z drabiną. Gdy wspięli się na górę, znaleźli nie tylko kurtkę, ale też starannie przywiązany plecak. W środku były dokumenty chłopca i zeszyt.

Na pierwszej stronie, drżącym pismem, napisano:
„Jeśli to znajdziecie, sam tu wszedłem. Ukryłem się. Ktoś mnie śledził.”
Policjanci spojrzeli po sobie. Chłopiec żył, gdy wspinał się na drzewo.
Wtedy jeden ze strażaków zawołał:
– Jest tu coś jeszcze!
Na grubym konarze, za liśćmi, znajdowało się prowizoryczne „gniazdo” z koca i gałęzi. A w nim, drżący, ale żywy, siedział chłopiec. Gdy sprowadzono go na dół, ze łzami w oczach opowiedział, że w pobliżu parku zagadnął go obcy mężczyzna. Przestraszył się, uciekł do lasu i wspiął na drzewo, bo wiedział, że tam trudniej będzie go znaleźć.
Tego dnia Rex stał się bohaterem. Gdyby nie jego upór przy tym jednym drzewie, nikt być może nie spojrzałby w górę. Pod dębem zapadła cisza, przerywana jedynie pełnym ulgi szlochem chłopca, gdy matka mocno go przytuliła.
Wszyscy zrozumieli jedno: czasem najważniejszy trop nie znajduje się na ziemi – lecz wysoko, tam, gdzie mało kto pomyślałby, by szukać.