W 1912 roku pewien mężczyzna odrzucił trzy propozycje wejścia na pokład słynnego „Titanica”. Czterdzieści lat po katastrofie jego żona odkryła jego osobisty dziennik, a powód tej decyzji wprawił wszystkich w osłupienie.
Tym człowiekiem był Colin MacDonald, przedsiębiorca. Otrzymał on trzy różne propozycje biletów na rejs „Titanikiem”, ale każdą z nich odrzucił.
Za pierwszym razem jeden z jego wspólników zaoferował mu własne miejsce, jednak MacDonald odmówił bez żadnych wyjaśnień. Za drugim razem wygrał bilet na loterii, ale zdecydował się oddać go przyjacielowi.

Ostatecznie, za trzecim razem, to jego żona kupiła bilety, chcąc uczcić ich rocznicę. Wywołało to kłótnię, w wyniku której bilety zostały zwrócone. MacDonald nigdy nie wyjawił, dlaczego tak bardzo nie chciał płynąć.
Mężczyzna zmarł 40 lat po tragedii „Titanica”. Dopiero po jego śmierci żona odnalazła jego pamiętnik, w którym opisał powód swojego uporu. Pod datą 8 kwietnia 1912 roku widniał wpis: „Ten sam sen, co zawsze. Ogromny statek tonie. Krzyki ludzi w lodowatej wodzie. Budzę się zlany potem”.

Ten koszmar powtórzył się siedem razy. Za każdym razem scena była identyczna: statek, góry lodowe i przerażające krzyki. Choć nie uważał się za człowieka przesądnego, MacDonald postanowił zaufać intuicji i zrezygnować z rejsu.
Po przeczytaniu tych słów jego żona do końca życia była mu wdzięczna za kłótnię, którą odbyli tamtego dnia.