Są takie miejsca w Polsce, gdzie święta nie kończą się wraz z ostatnim kawałkiem sernika i zgaszonymi lampkami na choince. W Beskidzie Śląskim kolędowanie potrafi trwać, nabierać mocy i wciągać człowieka w klimat, którego nie da się podrobić żadną playlistą.
Właśnie w takiej scenerii – w kościele pw. św. Bartłomieja Apostoła w Koniakowie – odbył się Góralski Koncert Kolęd i Pastorałek, w którym wzięli udział prezydent Karol Nawrocki oraz jego żona, Marta Nawrocka.
Brzmi oficjalnie? Może trochę. Ale sedno tego wydarzenia jest bardzo proste: tradycja, rodzinna atmosfera i muzyka, która nie udaje „ludowości”, tylko nią jest. I chyba dlatego takie koncerty przyciągają nie tylko mieszkańców, ale też gości z zewnątrz – bo kiedy słyszysz dziecięce głosy i góralskie nuty odbijające się od ścian kościoła, nagle wszystko zwalnia.
KONIAKÓW I TRÓJWIEŚ BESKIDZKA: TU KOLĘDY BRZMIĄ INACZEJ
Koniaków ma w sobie coś, co ciężko opisać, jeśli ktoś nigdy nie był w Trójwsi Beskidzkiej. To nie jest „turystyczna dekoracja” ani miejsce, które żyje tylko sezonem. Tu tradycja jest częścią codzienności: stroje, gwara, muzyka, instrumenty, a nawet sposób, w jaki ludzie mówią o świętach. I w takich warunkach kolędy oraz pastorałki brzmią po prostu inaczej – bardziej swojsko, bardziej prawdziwie.
Koncert w kościele św. Bartłomieja Apostoła miał właśnie ten klimat: bez napinki, bez przesady, za to z ogromnym szacunkiem do miejsca i do treści pieśni. Repertuar opierał się na autentycznych pastorałkach charakterystycznych dla regionu, co było dla wielu osób prawdziwą podróżą w głąb lokalnej kultury.
„ISTEBNA” I „MAŁA ISTEBNA”: KIEDY POKOLENIA ŚPIEWAJĄ RAZEM
Na scenie (a właściwie przed ołtarzem, bo w kościele to zawsze wygląda trochę inaczej) pojawili się artyści z Zespołu Regionalnego „Istebna” oraz dzieci z „Małej Istebnej”. I to jest ten moment, kiedy robi się naprawdę wzruszająco, bo widzisz ciągłość. Nie „projekt na chwilę”, tylko tradycję, która przechodzi z rąk do rąk.
„Mała Istebna” to zespół dziecięcy działający w Koniakowie, liczący około 60 dzieci w wieku mniej więcej 6–12 lat. Powstał we wrześniu 2016 roku i skupia uczniów z okolicznych miejscowości, m.in. Istebnej, Jaworzynki, Koniakowa i Wisły. I powiem szczerze: dziecięcy folklor to nie jest „słodki dodatek”. To często najmocniejszy punkt programu, bo dzieci śpiewają i tańczą bez kalkulacji. Jest energia, jest radość, jest szczerość. A publiczność – nawet ta najbardziej poważna – mięknie.
Podczas koncertu można było usłyszeć zarówno pastorałki mocno regionalne, jak i te najbardziej znane kolędy, które kojarzy w Polsce praktycznie każdy. Wśród wykonywanych utworów pojawiały się tytuły takie jak „Zawitej wieciorku”, „Śliczno paniynka”, „Pójmy chłapcy”, „Gore gwiozda”, ale też klasyki w rodzaju „Wśród nocnej ciszy” czy „Pójdźmy wszyscy do stajenki”.
PARA PREZYDENCKA WŚRÓD LUDZI, A NIE „OBOK” NICH
Obecność prezydenta Karola Nawrockiego i Marty Nawrockiej była dla wielu osób dodatkowym znakiem, że takie wydarzenia mają znaczenie szersze niż lokalna impreza. To nie jest tylko „ładny koncert”. To jest też promocja kultury ludowej, która w Polsce bywa niedoceniana, dopóki nie zobaczymy jej na żywo.
Co ciekawe, pojawił się też wątek zaproszenia artystów do Warszawy – do Pałacu Prezydenckiego – w związku z jubileuszem 125-lecia Zespołu Regionalnego „Istebna”. I jeśli to dojdzie do skutku, to będzie fajny symbol: tradycja z gór przeniesiona do stolicy nie jako ciekawostka, tylko jako coś, z czego można być dumnym.
DLACZEGO TAKIE KONCERTY ROBIĄ NA LUDZIACH WIĘKSZE WRAŻENIE NIŻ „WIELKIE SHOW”
Mam swoją teorię. Koncert kolęd w kościele działa, bo łączy trzy rzeczy, które na co dzień rzadko chodzą razem: wspólnotę, akustykę i emocje. W kościele nawet prosta melodia brzmi pełniej. Do tego dochodzi atmosfera: ludzie przychodzą nie po to, żeby oceniać, tylko żeby przeżyć. Nikt nie „sprawdza”, czy to idealnie zagrane. Ważniejsze jest, czy to prawdziwe.
Kiedyś byłem na podobnym kolędowaniu w małej miejscowości i pamiętam jedną scenę: starsza pani cicho nuciła pod nosem, a obok niej kilkuletnie dziecko patrzyło jak zaczarowane na skrzypce. Wtedy dotarło do mnie, że takie wydarzenia robią robotę nie dlatego, że są „perfekcyjne”, tylko dlatego, że budują więź.
JAK WYCIĄGNĄĆ Z TAKIEGO WYJŚCIA COŚ WIĘCEJ NIŻ TYLKO „BYŁEM, WIDZIAŁEM”
Jeśli kiedykolwiek wybierzesz się na góralski koncert kolęd i pastorałek, spróbuj podejść do tego jak do doświadczenia, a nie jak do atrakcji. Przyjdź chwilę wcześniej, żeby usiąść spokojnie i złapać klimat. Wyłącz telefon albo chociaż schowaj go na dno kieszeni – serio, nic tak nie psuje pastorałki jak świecący ekran obok. I pozwól sobie na emocje, nawet jeśli na co dzień jesteś „twardy”. Kolędy mają w sobie coś, co omija racjonalną część głowy.
A jeśli masz dzieci, zabierz je koniecznie. Nie po to, żeby „nauczyły się tradycji” w szkolnym sensie. Tylko żeby zobaczyły, że kultura to nie zawsze ekran i głośnik. Czasem to żywi ludzie, stroje, skrzypce, śpiew i radość, którą naprawdę czuć w powietrzu.
W Koniakowie to wszystko zagrało: miejsce, muzyka, pokolenia na scenie i widowni, a do tego symboliczna obecność pary prezydenckiej. I nawet jeśli ktoś na co dzień nie słucha folkloru, takie kolędowanie potrafi zostawić w człowieku ciepły ślad. Taki, który trzyma się dłużej niż świąteczne lampki na balkonie.