27 grudnia w Poznaniu: święto, emocje i tłum, który nie udaje obojętności
Są takie daty, które w niektórych miastach mają zupełnie inną temperaturę niż w reszcie kraju. W Poznaniu 27 grudnia to nie jest „kolejna rocznica w kalendarzu”. To dzień, kiedy historia wychodzi z książek i staje między ludźmi na ulicy. Właśnie wtedy miasto świętuje rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego – jednego z tych wydarzeń, o których mówi się: zwycięskie, dobrze zorganizowane, skuteczne.
W tym roku obchody miały wyjątkowo głośny, mocno polityczny posmak. Centralna uroczystość odbyła się przy pomniku 15. Pułku Ułanów Poznańskich, z udziałem najważniejszych gości: prezydenta RP Karola Nawrockiego, przedstawicieli rządu, parlamentu, samorządów, wojska, duchowieństwa, a także harcerzy. Z jednej strony podniosła oprawa i wojskowy ceremoniał, z drugiej – tłum, który jasno pokazał, kogo wita z entuzjazmem, a kogo przyjmuje z chłodem.
„Czołem żołnierze” i skandowane imię prezydenta
Początek uroczystości był dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po państwowym świętowaniu. Prezydent przyjął meldunek od żołnierzy i zgodnie z tradycją przywitał wojsko głośnym „czołem żołnierze”. To ten moment, gdy część ludzi automatycznie prostuje plecy, bo choć żyjemy w czasach szybkich newsów i krótkiej pamięci, takie gesty wciąż działają na wyobraźnię.
Tyle że w Poznaniu ten rytuał szybko został przykryty czymś, czego nie da się zaplanować w scenariuszu. Z tłumu poszły okrzyki: „Karol, Karol”. Brzmiało to jak żywe poparcie, nie jak grzecznościowa reakcja. Nawrocki w przemówieniu od razu złapał tę nutę i postawił na przekaz, który w Wielkopolsce zwykle trafia: o zwyciężaniu, konsekwencji i pracy.
Powiedział, że warto inspirować się Wielkopolską i Poznaniem w całej Polsce, bo to właśnie ten region ma dawać przykład, jak wygrywać. Brzmi prosto? Może nawet banalnie. Ale gdy stoisz w tłumie w zimowy dzień, słyszysz werble, widzisz mundury i wiesz, że to miasto naprawdę czuje tę rocznicę, takie zdania zaczynają mieć ciężar.
Powstanie Wielkopolskie: dlaczego ono wciąż jest tak ważne
Dla wielu osób Powstanie Wielkopolskie to „to zwycięskie”, ale warto dopowiedzieć, co dokładnie czyni je tak wyjątkowym. To nie była opowieść o chaosie i improwizacji. To była historia o determinacji, ale też o organizacji, o planowaniu i o tym, że wolność można wywalczyć nie tylko romantycznym zrywem, lecz także uporem, strategią i wspólnym wysiłkiem.
W przemówieniu mocno wybrzmiał wątek „kolebki polskości”. Nawrocki podkreślał, że bez znajomości historii tych ziem nie da się w pełni zrozumieć fenomenu powstania. Mówił o Wielkopolsce jako źródle, z którego narodziła się Rzeczpospolita, o Bolesławie Chrobrym i o tym, że te tereny mają w polskiej historii znaczenie fundamentalne.
Takie odniesienia działają szczególnie na miejscu. Bo w Poznaniu i okolicach ludzie często mają w rodzinach historie, które nie są „legendą z telewizji”, tylko wspomnieniem dziadków, starym zdjęciem w albumie, nazwiskiem na lokalnej tablicy. I wtedy nagle rocznica przestaje być abstrakcją.
Gwizdy i buczenie wobec polityków koalicji rządzącej
Jednak tego dnia nie dało się uciec od napięcia politycznego. O ile prezydent był witany głośno i ciepło, o tyle politycy koalicji rządzącej – według relacji z wydarzenia – spotkali się z gwizdami i buczeniem. To moment, w którym uroczystość państwowa zaczyna przypominać stadion emocji, a historia staje się tłem dla bieżących sporów.
I tu mam mieszane odczucia, takie całkiem po ludzku. Z jednej strony rozumiem, że ludzie mają prawo do opinii i potrafią ją wyrażać, zwłaszcza gdy czują, że ktoś ich nie słucha. Z drugiej strony zawsze szkoda mi chwil, w których rocznica wspólnego zwycięstwa zamienia się w scenę, gdzie jedna strona krzyczy głośniej, a druga wychodzi z poczuciem upokorzenia. Bo Powstanie Wielkopolskie jest akurat świetnym symbolem czegoś odwrotnego: współpracy, dyscypliny i działania ponad podziałami, przynajmniej na poziomie celu.
„Mamy być tacy jak oni” – czyli lekcja na dzisiaj, nie tylko na akademię
W przemówieniu pojawił się też mocny wątek: że powstańcy byli jednocześnie pracowici i odważni, i że tego dziś potrzebuje Polska. Padły słowa o gotowości do ciężkiej pracy, ale też o odwadze w trudnych czasach, gdy pojawia się konflikt czy zagrożenie.
To jest akurat ta część, którą da się przenieść do codziennego życia bez politycznych barw. Bo każdy z nas zna ten „powstańczy” moment w wersji prywatnej: coś się sypie, robi się trudno, a Ty masz wybór – odpuścić albo zacisnąć zęby i działać. Kiedyś, idąc na podobną uroczystość, myślałem, że to tylko przemówienia. A potem złapałem się na tym, że wracając do domu, miałem w głowie jedną myśl: jeśli oni potrafili się zorganizować i wygrać, to ja też mogę ogarnąć swoje sprawy bez szukania wymówek.
I chyba właśnie o to chodzi w takich dniach. Żeby nie kończyło się na zdjęciu i komentarzach w internecie, tylko żeby chociaż jedna rzecz „kliknęła” w człowieku na serio.
Co warto zrobić, jeśli chcesz przeżyć tę rocznicę sensownie
Jeśli jesteś z Poznania albo planujesz kiedyś przyjechać na obchody 27 grudnia, podejdź do tego jak do spotkania z żywą historią, nie jak do obowiązkowej akademii. Daj sobie czas na chwilę ciszy przy pomniku, rozejrzyj się, posłuchaj, jak ludzie reagują. Zobaczysz, że to miasto potrafi pamiętać w sposób bardzo konkretny.
A jeśli polityczne emocje Cię męczą, da się z tej rocznicy wziąć coś innego: dumę z dobrze wykonanej roboty, szacunek do konsekwencji i przypomnienie, że zwycięstwa często robi się „po wielkopolsku” – spokojnie, systematycznie i do końca.
Poznań znów pokazał, że Powstanie Wielkopolskie to nie tylko historia. To także lustro, w którym odbija się współczesna Polska: z dumą, z napięciami, z głośnymi reakcjami i z wielką potrzebą wspólnego sensu.