W latach 70. była wszędzie: na plakatach, w magazynach, na europejskich ekranach.
Sydne Rome uosabiała pewien rodzaj glamouru, swoimi blond lokami i jasnymi oczami, które urzekały wszystkich. Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło. Wypadek samochodowy, trwałe obrażenia, życie do odbudowania. A jednak… wciąż tu jest. Bardziej inspirująca niż kiedykolwiek.
Amerykanka, która wybrała Europę
Urodzona w 1951 roku w Akron w stanie Ohio, Sydne Rome nie dorastała w cieniu Hollywood. Jednak już bardzo wcześnie rozwinęła się w niej pasja do aktorstwa. Uczęszczała na zajęcia, występowała na scenie i pilnie doskonaliła swój talent.
Problem? W Stanach Zjednoczonych postrzegano ją jedynie jako ładną buzię. Oferowane role nie odzwierciedlały jej prawdziwych walorów artystycznych. Podjęła więc odważną decyzję: wyjechała. Wyjechała do Europy, gdzie przemysł filmowy miał inną atmosferę. Ten wybór miał wszystko zmienić.
Sława, porównania do Bardot i Davida Bowiego
Przełomowym momentem dla niej na początku lat 70. był Roman Polański, który obsadził ją w głównej roli w filmie „Co?”. Przyjęcie krytyki było mieszane, ale jej nazwisko zyskało uznanie na arenie międzynarodowej. Zaczęto ją porównywać do Brigitte Bardot – jej prezencję ekranową, naturalny urok, sposób, w jaki dominowała na ekranie.
Jednak Sydne nie dała się zaszufladkować. Chciała być aktorką, a nie tylko ikoną. I udało jej się, występując nawet na ekranie z Davidem Bowiem w filmie „Zwyczajny żigolo”. Kariera na szczycie, zbudowana z determinacją.
Bogate życie, wykraczające daleko poza plany filmowe
W latach 80. Sydne poszerzyła swoje horyzonty jeszcze bardziej. Muzyka, filmy dokumentalne, telewizja… eksplorowała, tworzyła, rozwijała się. Z dala od blichtru i przepychu, odnalazła również piękną stabilizację osobistą u boku swojego partnera, lekarza Roberto Bernabei.
Została matką córki, a następnie adoptowała dwie małe Brazylijki – doświadczenie, które opisuje jako jedno z najcenniejszych w swoim życiu. Spełniona kobieta w każdym calu.
Wypadek, który zmienił wszystko
W 2009 roku życie zgotowało jej nieoczekiwany cios. Podczas podróży samochodem z jedną z córek, Sydne uległa poważnemu wypadkowi. Wystrzelenie poduszki powietrznej spowodowało poważne uszkodzenie nerwów, skutkujące częściowym paraliżem twarzy i widocznymi, trwałymi bliznami na twarzy.
Jej córka wyszła z tego bez szwanku – ogromna ulga. Ale sama Sydne wyruszyła w długą drogę do powrotu do zdrowia, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Dla kobiety, której twarz przez lata zdobiła okładki magazynów, ta transformacja stanowiła ogromne wyzwanie.
Najpiękniejszy z revenantów
Mogła zniknąć. Wycofać się po cichu. Wielu by zrozumiało. Ale Sydne Rome nie poddaje się. Wróciła do pracy, wróciła na włoskie plany filmowe i dołączyła do powracającej obsady serialu *Don Matteo*. Jej talent jednak ani drgnął.
Dziś ci, którzy ją mijają, nie zawsze ją rozpoznają. Ale ci, którzy znają jej historię, darzą ją szczerym i głębokim szacunkiem. Przeżyła chwałę, transformację i ból – i wyszła z tego silniejsza, bardziej autentyczna, bardziej sobą.
Prawdziwa odwaga to taka, która świeci nadal, nawet gdy zmienia się światło.