Przez lata wokół Lenina budowano obraz człowieka niemal nadzwyczajnego.
W radzieckiej propagandzie nie był przedstawiany tylko jako polityk i przywódca rewolucji, ale jako ktoś wyjątkowy, niemal nieomylny i obdarzony umysłem, który miał wyrastać ponad zwykłych ludzi.
Po jego śmierci w 1924 roku ten mit nie zniknął, lecz został jeszcze mocniej utrwalony.
Ciało Lenina zabalsamowano i wystawiono w mauzoleum na Placu Czerwonym, co stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli radzieckiego kultu przywódcy.
Ale na tym nie koniec.
Sowieckie władze chciały również znaleźć „dowód” na wyjątkowość Lenina w miejscu najbardziej symbolicznym — w jego mózgu.
Po śmierci przywódcy jego mózg został poddany badaniom, a do pracy zaangażowano niemieckiego neurobiologa Oskara Vogta.
W Moskwie powstał nawet Instytut Badań Mózgu, którego jednym z pierwszych i najważniejszych zadań było właśnie zbadanie mózgu Lenina.
Brzmiało to jak próba naukowego potwierdzenia legendy.
Skoro Lenin miał być geniuszem rewolucji, propaganda chciała pokazać, że jego wyjątkowość da się znaleźć nawet pod mikroskopem.
W 1929 roku Vogt informował, że w niektórych obszarach kory mózgowej Lenina zauważył szczególnie duże i liczne neurony piramidowe.
Dla władz był to wygodny materiał do budowania opowieści o niezwykłym umyśle przywódcy.
Problem w tym, że takie wnioski nie oznaczają automatycznie, że ktoś był „geniuszem”.
Budowa mózgu jest skomplikowana, a sama obecność określonych komórek nie pozwala prosto wyjaśnić inteligencji, talentu politycznego, charyzmy czy zdolności do wpływania na ludzi.
Dlatego dzisiaj badania mózgu Lenina częściej traktuje się nie jako sensacyjny dowód jego nadludzkich zdolności, ale jako dziwny rozdział historii nauki splecionej z propagandą.
Historycy medycyny opisują badanie jego mózgu jako jeden z najbardziej niezwykłych, ale też problematycznych epizodów w dziejach neurologii.
Cała sprawa mówi więc więcej o Związku Radzieckim niż o samym mózgu Lenina.
Władza potrzebowała świętego założyciela nowego systemu, dlatego po śmierci zaczęto tworzyć wokół niego legendę, w której nawet ciało i mózg miały potwierdzać wielkość przywódcy.
Lenin był bez wątpienia człowiekiem wpływowym, inteligentnym i bezwzględnie skutecznym politycznie.
Nie trzeba jednak dorabiać do tego odrealnionych teorii.
Prawdziwie ciekawa jest nie fantazja o „tajemnicy jego głowy”, lecz to, jak daleko potrafi posunąć się propaganda, gdy próbuje zrobić z polityka niemal postać ponadludzką.
Tak zwany „geniusz Lenina” był więc nie tylko sprawą jego umiejętności, ale także starannie budowanego mitu.
A historia badań jego mózgu pokazuje, że nawet nauka może zostać wciągnięta w polityczną opowieść, jeśli władza bardzo potrzebuje potwierdzenia własnej legendy.