Mieli być strażnikami żałoby. Zamiast tego Jon i Carie Hallford zamienili żałobę w targowisko, sprzedając „zielone pochówki”, a jednocześnie pozostawiając 191 ciał na pastwę losu za zamkniętymi drzwiami i zasłoniętymi oknami.
Prokuratorzy twierdzą, że ukradli nie tylko pieniądze, ale coś niezastąpionego: ostatni akt miłości, jaki rodziny uważały za ofiarowany. Niektórzy krewni ściskali urny, które ich zdaniem zawierały prochy, tylko po to, by dowiedzieć się, że w środku znajdował się beton ze sklepu z narzędziami.
Gdy śledczy doszukiwali się źródeł sprzeniewierzenia funduszy pomocowych w związku z COVID-19 w wakacjach, luksusowej biżuterii i zakupach online, zdrada przerodziła się z prywatnej tragedii w publiczne oburzenie.
W sądzie Hallfordowie przyznali się do 191 zarzutów znęcania się nad zwłokami oraz do federalnego oszustwa elektronicznego, grożąc im dekadami więzienia.
Jednak żaden wyrok nie przywróci tego, co zostało odebrane: zaufania do ostatniego pożegnania. W Kolorado ich sprawa wymusza rozliczenie i spóźnione żądanie, aby osoby zajmujące się zmarłymi w końcu odpowiedziały przed sądem.