Order odebrany, miliardy stracone? Fatalny foch Nawrockiego

Karol Nawrocki odebrał Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Zrobił to na kilka dni przed kluczową konferencją w sprawie odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Decyzja, choć motywowana pamięcią o ofiarach rzezi wołyńskiej, może mieć bardzo konkretny, finansowy wymiar.

Na stole leżą bowiem kontrakty warte miliardy, a polskie firmy były w idealnej pozycji, by na nich skorzystać. Teraz prawdopodobnie wszystko szlag trafił. jedno jest pewne: mimo wcześniejszych zapowiedzi w Gdańsku na konferencji zabraknie prezydenta Ukrainy.

W piątek wieczorem prezydent ogłosił, że po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego odbiera najwyższe polskie odznaczenie przywódcy Ukrainy. Powodem była zgoda strony ukraińskiej na nadanie jednej z jednostek wojskowych nazwy odwołującej się do Ukraińskiej Powstańczej Armii czyli formacji odpowiedzialnej za rzeź wołyńską, w której zginęło około stu tysięcy Polaków.

Pamięć o ofiarach jest moralnym obowiązkiem państwa polskiego

— obłudnie uzasadniał Nawrocki.

Gest w najgorszym możliwym momencie

I tu trzeba postawić sprawę jasno: pamięć o Wołyniu jest dla wielu Polaków święta, a ich ból w pełni uzasadniony. Problem jednak leży gdzie indziej czyli w wyczuciu czasu. Jak zauważają komentatorzy, między historycznymi argumentami prezydenta a samą decyzją o odebraniu orderu trudno doszukać się logicznego związku.

Odebranie odznaczenia nie cofa rzezi, nie przybliża upamiętnienia ofiar ani ekshumacji, o które Polska zabiega. Realnie robi jedno: pogłębia spór między Warszawą a Kijowem. I to dokładnie w momencie, gdy w grę wchodzą gigantyczne pieniądze.

Setki miliardów na stole. Polska miała idealną pozycję

Skala tego, o co toczy się gra, robi wrażenie. Odbudowa powojennej Ukrainy zapowiada się na największy projekt infrastrukturalny w Europie od czasów planu Marshalla. Według szacunków instytucji finansowych potrzeby Ukrainy sięgają nawet pięciuset miliardów dolarów. To pieniądze na drogi, mosty, kolej, energetykę, szpitale, mieszkania i fabryki.

Naturalnym kandydatem, by na tym skorzystać, była Polska. Decydują o tym trzy przewagi: bliskość geograficzna, która obniża koszty transportu materiałów, doświadczenie i dobra kondycja finansowa polskich firm budowlanych, energetycznych oraz zbrojeniowych, a także więzi gospodarcze budowane przez ostatnie trzy lata.

Najlepiej obrazuje to jedna liczba. Już dziś, w czasie trwającej wojny, polski eksport do Ukrainy jest wart około czternastu miliardów dolarów rocznie. Po uruchomieniu odbudowy ta kwota mogłaby wielokrotnie wzrosnąć, dając polskiej gospodarce realny impuls rozwojowy.

Gdańsk, Niemcy i kolejka po kontrakty

Właśnie dlatego konferencja w Gdańsku, zaplanowana na 25 i 26 czerwca, miała być dla Polski wielkim otwarciem. Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar jeszcze niedawno zapowiadał, że to tam zostaną podpisane pierwsze kontrakty z polskimi firmami, a strona ukraińska przekazała Warszawie konkretne projekty z różnych branż. Teraz pojawia się pytanie, czy Zełenski w ogóle pojawi się nad Motławą, a jeśli – w co watpię – to jakie nastroje przywiezie.

Konsekwencje na gorąco wypunktował wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia, który nieco wcześniej łasił sie do Nawrockiego. Jego zdaniem decyzja prezydenta

najbardziej ucieszy Niemców, którzy na skutek najnowszej eskalacji w stosunkach polsko-ukraińskich przejmą jeszcze więcej kontraktów na odbudowę Ukrainy.

I to jest sedno problemu, bo ukraińskie kontrakty nie znikną. One po prostu trafią do kogoś innego. Konkurencja już dawno ustawiła się w kolejce: niemiecki gigant zbrojeniowy Rheinmetall buduje w Ukrainie fabryki, a Amerykanie, Francuzi i Brytyjczycy podpisują umowy i budują relacje na miejscu.

Nawrocki niszczy polski biznes

Polska, mająca geograficznie i politycznie najlepszą pozycję ze wszystkich, zamiast wbiec przez otwarte drzwi, stawia w nich kolejną barierę. Można upominać się o prawdę historyczną mądrze i w odpowiednim czasie. Albo tak, że traci się i jedno, i drugie.

I argument o Wołyniu, którego historyczne rozliczenie stoi w miejscu, i miliardy, które mogą trafić do innych. Bo gdy emocje opadną zostanie pytanie, na które historia odpowie za kilka lat. Ile ten jeden wieczór naprawdę nas, jako Polaków i gospodarkę, kosztował.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *