Nominacja sędziego Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego wywołała burzę po prawej stronie sceny politycznej — i to nie tylko wśród opozycji, ale przede wszystkim w obozie, który Nawrockiego wyniosł do władzy. Gdy Jarosław Kaczyński i Sławomir Cenckiewicz ostro skrytykowali wybór prezydenta, na arenę wkroczył minister energii Miłosz Motyka z PSL, który nie zostawił na PiS suchej nitki.
W programie „Tłit” Wirtualnej Polski padły słowa, które trudno uznać za dyplomatyczne.
Kaczyński podważa wyroki, które mu nie pasują. Motyka diagnozuje „problem systemowy”
Sprzeciw Kaczyńskiego i Cenckiewicza wobec Kapińskiego wynika z odległej historii. W sierpniu 2000 roku skład sędziowski, w którym zasiadał Kapiński, orzekł, że Lech Wałęsa nie był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa — i zatwierdził jego oświadczenie lustracyjne.
Dla środowiska skupionego wokół Instytutu Pamięci Narodowej i Telewizji Republika to wyrok nie do zaakceptowania. Motyka spojrzał na całą sprawę inaczej. Owszem, wskazał na „problem systemowy” związany z powołaniem Kapińskiego do Sądu Najwyższego przez Krajową Radę Sądownictwa ustanowioną po 2017 roku — której obecny rząd nie uznaje. Ale przy okazji postawił Kaczyńskiemu twardy zarzut.
„Rozumiem, że Jarosław Kaczyński dzisiaj będzie podważał wszystkie wyroki, które nie są po prostu po jego myśli. Jeżeli jest coś nie po myśli Jarosława Kaczyńskiego, to wszystkie osoby, które w wymiarze sprawiedliwości orzekają w imieniu Rzeczypospolitej, kompletnie są wyjęte z tego systemu i są narażone na atak” — powiedział minister energii.
„Sygnał do wszystkich sędziów”. Motyka o politycznym wymiarze sprawy
Motyka idzie w swojej analizie dalej niż tylko ocena konkretnego sporu o Kapińskiego. Jego zdaniem cała sytuacja niesie ze sobą znacznie szersze przesłanie dla całego środowiska sędziowskiego w Polsce.
„To sygnał do wszystkich sędziów, nie tylko jeżeli chodzi o sędziego Kapińskiego” — stwierdził minister.
Jednocześnie w jego ocenie ataki na Nawrockiego są też wymownym sygnałem politycznym o innym charakterze — świadczą o tym, że autorytet Kaczyńskiego wyraźnie słabnie nawet wśród polityków wywodzących się z jego własnego obozu.
„Pokazuje, że ze zdaniem Jarosława Kaczyńskiego nie liczą się już tak bardzo politycy wywodzący się lub spowinowaceni z Pisem” — ocenił Motyka.
Innymi słowy — prezydent Nawrocki, wbrew oczekiwaniom swojego politycznego ojca chrzestnego, podjął decyzję samodzielnie i jej nie zmienił.
„Partyjny ściek PiS-u” i szpila dla Sakiewicza. Motyka bez dyplomatycznych osłonek
Najostrzejsze słowa w całej rozmowie dotyczyły Telewizji Republika, której krytyka Nawrockiego zaszokowała część obserwatorów sceny politycznej. Motyka nie miał żadnych wątpliwości, jak tę sytuację interpretować.
Stację, która uderzyła we własnego prezydenta, minister określił wprost jako „partyjny ściek PiS-u”, dodając, że wszystko, co powie Kaczyński, tam się pojawi. Przy okazji wbił szpilę prezesowi Telewizji Republika Tomaszowi Sakiewiczowi, komentując doniesienia o problemach pracowniczych w stacji.
„Na pewno nie nadawałby się na ministra finansów albo na ministra pracy. Z tego, co słyszymy z relacji pracowników tej stacji, są pewne kłopoty z wynagrodzeniami i z płaceniem na czas, z warunkami pracy — radziłbym mu skupić się na tym, by zadbać o tych pracowników, aniżeli na kreowaniu jakiegoś kolejnego nurtu na prawicy” — podsumował minister energii, nie pozostawiając wątpliwości co do swojej oceny całego środowiska.