To jedna z najbardziej wstrząsających spraw ostatnich lat. 57-letni Polak, który wyjechał do pracy do Anglii, zniknął bez śladu. Dopiero po czasie wyszło na jaw, że padł ofiarą brutalnej zbrodni. Jego oprawcy mieli pobić go na śmierć, a ciało ukryć w walizce i zakopać w polu niedaleko miejscowości Slough pod Londynem. Po latach śledztwa sprawcy w końcu staną przed sądem.
Spokojny człowiek, który chciał tylko pracować
Andrzej M. miał 57 lat i był znany jako spokojny, bezkonfliktowy człowiek. Kilka lat temu wyjechał z Grudziądza do Anglii w poszukiwaniu pracy i lepszego życia.
Zamieszkał w miejscowości Slough, niedaleko Londynu, gdzie – jak wielu Polaków – próbował ułożyć sobie codzienność na emigracji. Mieszkał wśród rodaków. Niestety, wśród jego sąsiadów znaleźli się również ludzie, którzy – jak się później okazało – mieli odegrać w tej historii tragiczną rolę.
Pod koniec listopada 2021 roku Andrzej M. nagle zniknął. Nie odbierał telefonu, nie pojawiał się w pracy i nie kontaktował się z bliskimi. Znajomi zaczęli go szukać, ale przez długi czas nie natrafiono na żaden ślad. Do sprawy włączyła się policja. Początkowo brytyjska, później także polskie służby. Śledztwo było trudne i długotrwałe i mozolne i przez wiele miesięcy nie przynosiło przełomu.
Makabryczna prawda o zbrodni
W końcu pojawił się trop, który zmienił wszystko. Zatrzymano dwoje mieszkańców Bielska-Białej – kobietę i mężczyznę – którzy mogli posiadać wiedzę o losie zaginionego.
Z ustaleń śledczych wynikało, że Andrzej M. został brutalnie pobity, a następnie zamordowany. Jego ciało miało zostać zapakowane do walizki i zakopane w polu kilkanaście kilometrów od Slough. Zatrzymani usłyszeli zarzuty utrudniania śledztwa, jednak dla prokuratorów najważniejsze było ustalenie, kto odpowiada za samą zbrodnię.
Podejrzenia padły na dwóch mężczyzn – Tomasza W. oraz Adriana P., którzy mieszkali w pobliżu ofiary. W 2023 roku zostali zatrzymani przez brytyjskie służby. Początkowo jednak brytyjski wymiar sprawiedliwości nie postawił im zarzutów zabójstwa. Odpowiadali jedynie za utrudnianie śledztwa, a po pewnym czasie opuścili areszt. Dla polskich śledczych nie był to jednak koniec sprawy.
Sprawiedliwość po latach
Polska prokuratura rozpoczęła starania o ekstradycję podejrzanych. Współpraca z brytyjskimi służbami doprowadziła do przełomu. Na początku tego roku do Polski został sprowadzony Adrian P., który usłyszał zarzuty pobicia, utrudniania śledztwa oraz pomocnictwa w ukryciu zwłok.
Kilka tygodni później do kraju trafił także Tomasz W.. Prokuratura postawiła mu najpoważniejszy zarzut – zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Według śledczych miał on kierować się nienawiścią i pogardą wobec swojej ofiary.
Jeśli zarzuty się potwierdzą, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.